Historia pewnego wnętrza... Ich mieszkańców, pięknych przedmiotów, życia codziennego, małych przyjemności, magicznych chwil, stylu życia oraz subiektywna aranżacja otaczającej rzeczywistości.
RSS
wtorek, 12 kwietnia 2011

Przeprowadzamy się! :)

Bynajmniej nie z Magicznego Domku (!) ale na nowy adres bloga. Mam nadzieję, że moi stali czytelnicy przeprowadzą się razem ze mną! Trzeba więc raz dwa zapamiętać, zapisać, podmienić adresy i widzimy się tam w leciutko odmienionej formie.

Wyeksportowałam wszytskie zamieszczone tu posty (co zajeło mi trochę czasu) więc wszytsko jest po staremu. Niestety nie mogłam zabrać ze sobą Waszych komentarzy.

Bardzo mi z tego powodu przykro  :( ponieważ każde napisane tu słowo jest dla mnie motywacją do dalszych działań. Zachęcam do komentarzy na nowym blogu! Piszcie dużo! A dla tych co wolą porozmawiać, podzielić się czymś, zapytać o coś prywatnie podaję mojego maila:

magicznydomek@gmail.com

Klikajcie w nowego bloga:

www.magicznydomek.blogspot.com

Do zobaczenia w nowym miejscu gdzie są dostępne nowe posty! :)

 

09:36, magicznydomek
Link Komentarze (4) »
sobota, 09 kwietnia 2011

Miała być wiosna i co? Wiatr, zimno i deszcz. Aura ostatnio była niesprzyjająca. Lecz nagle, dziś popołudniu zobaczyłam za oknem taki widok.

Przypomniał mi się cytat Boba Dylana:

"Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei..."

 

21:58, magicznydomek
Link Komentarze (1) »

Jakiś czas temu otworzyłam swoją szafę i zdziwiłam się ogromnie. Prawie nic w niej nie było. Nie mówię jednak o tym typowym dla kobiet 'NIC' (czyli nie mam się w co ubrać) ale naprawdę półki świeciły pustkami. Zerknęłam na puste wieszaki i stwierdziłam, że z mojej garderoby pozostało ok. 10%. No tak, byłam tak zajęta innymi czynnościami, że zaniedbałam własną garderobę! Okazało się, że 50% ubrań znajduje się w koszu do prasowania, pozostałe 40% szykuje się do prania. Co dziwne, piorę bardzo często. Jednak zawsze była to sterta pilniejszych rzeczy do wyprania. Ręczniki, koszule Pana Narzeczonego, koce, narzuty oraz ulubione ubrania które noszę aż do znudzenia. Nie było wyjścia, musiała być to szybka akcja ratowania mojej szafy.

Magiczny Domek na prawie 3 dni zamienił się w pralnię i prasowalnie. Czułam się jak w nielegalnej fabryczce. Sortowanie, pranie, rozwieszanie, zdejmowanie, prasowanie, cerowanie, układanie - para buchała! Przez pralkę i pod biednym żelazkiem przeszły ogromne ilości ubrań. A ileż ja się nagimnastykowałam przy przymierzaniu! (Niestety część rzeczy już nigdy na siebie nie włożę). Szafę wywietrzyłam, poukładałam rzeczy, przeorganizowałam przestrzeń oraz wsadziłam pachnące mydełka i szaszetki. Szafa odżyła! :)

Teraz już wiem co tak naprawdę mam w szafie. Tyle pracy! Tyle zachodu! Tyle poświęcenia! A jakie są moje spostrzeżenia? Wcześniej nie było nic w szafie, teraz szafa pełna a ja nie mam właściwie NIC do założenia! Ironia losu! Ot co! :)

Pozostaje mi się cieszyć przynajmniej z tego, że jest ładnie poukładane. Wcześniej plac boju wyglądał tak:

A teraz szafa gra!

Do następnego moi drodzy! :)

21:33, magicznydomek
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 kwietnia 2011

Nasi stali czytelnicy wiedzą już, że mamy hopla na punkcie naszych zwierzaków. Mają wiele przywilejów i.. co tu dużo mówić są bardzo rozpieszczane. Lunka jest z nami już dwa lata a Gapcia pół roku. (w sierpniu będą jej pierwsze urodziny)

Długo zastanawialiśmy się nad posiadaniem psa. Rozmowy toczyły się godzinami i tygodniami. Czy to dla nas odpowiedni czas? Czy damy radę? Jak przyjmie nowego członka rodziny nasza kotka? Jedno było pewne - chcieliśmy Beagla. Przyznam, że bałam się wioząc to małe Gapciowe zawiniątko pewnej październikowej nocy. Była taka malutka a ja poczułam niesamowitą odpowiedzialność za tą tyci istotkę. Kolejnym szokiem było to jak nieprzyjacielsko przyjeła gościa Lunka. Najpierw udawała, że wszytsko OK i nagle w najmniej oczekiwanym momencie rzuciła się przerażliwie. Myślałam, że po tym maleńkim szczeniaczku już nic nie zostało. To był dramat i bardzo się martwiliśmy jak to z nimi będzie. Mijały tygodnie a one musiały być rozdzielone w innych pokojach. Walka z siusianiem gdzie popadnie, wychowanie małego szczeniaczka, oswajanie go z otaczającym światem (zgodnie z 12 zasadami socjalizacji szczeniaka) zajmowało wiele czasu i cierpliwości. Wizyty u weterynarza, szczepienia, robaki, cuda wianki! Przez to wszytsko musieliśmy przejść sami.

Trzeba przyznać, że jest dużo prawdy w stereotypie Beagla - to nieznośne psotniki! Musieliśmy się nauczyć, metodą prób i błędów, jak unikać szkód. Gapcia na tyle jest wychowana, że przy nas stara się trzymać fason. Ma tylko bzika na punkcie skarpetek, które przynajmniej 5 razy dziennie wyjmuje jej z pyszczka. (czasami naprawdę nie wiem skąd ona je wyciąga). Najgorzej jest gdy wychodzimy. Gapcia wtedy zostaje w kuchni i przedpokoju. Wszytsko jest zredukowane do minimum, nic nie może stać na wierzchu w zasięgu jej pyszczka. Gapcia nie zostaje nigdy na dłużej niż maksymalnie 4-5 godzin ale nawet wtedy potrafi zrobić mały armagedon... A najgorsze były początki...

Tak tak, to zrobiła właśnie Gapcia - nasz ukochany słodziak. Zdjęcia pochodzą z różnych okresów i nie zawsze miałam...że tak powiem dystans do tego by zrobić zdjęcia. (Bywało, że z płaczem rzucałam się na łóżko) Ale był czas gdy wchodziliśmy do takiej kuchni zaledwie po godzinnej nieobecności! I to codziennie! Zasada była jedna - nigdy przenigdy nie wolno na takiego psa krzyczeć. Jest już po fakcie, więc pies nie wie nawet o co chodzi. Trzeba mieć dużo cierpliwości! Ale opłaca się. Teraz takie przypadki zdarzają się bardzo rzadko. Przeszliśmy jednak erę gryzienia mebli, dywanów, fotela ratanowego, przesadzania kwiatków, odłączania kabli internetowych, ściąganie szuszącego się prania, sikania w łóżko i wielu innych rzeczy. Od pierwszych naszych dni Gapcia została nazwana przez moją Babcię Diabłem Wcielonym. :)

Ja przy Gapci nauczyłam się wiele cierpliwości. Myślę, że to dobra nauka przed posiadaniem własnych dzieci. Dużo czytaliśmy, poświęcaliśmy dużo czasu na wychowanie. Teraz Gapcia z każdym dniem robi się dojrzalsza. :) Przy nas raczej nie pozwala sobie na wiele, zostając sama już tylko sporadycznie coś spsoci. To naprawdę mądry psiak.

Lunka pokochała swoją psią siostrzyczkę. Spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. I nie są jak typowy pies z kotem, że żyją razem ale na odleglość. Zadziwiające jest to ile z Lunki zachowania zaczerpnęła Gapcia a Lunka z Gapci. Właściwie mamy dwa psio-koty. :)

A jak wołamy na nasze zwierzaki? U nas w domu rzadko nazywa się rzeczy po imieniu. :)

Gapcia to - Gapciolina, Gapcioszek, Krupulinka, Gapcionek, Krum-pu-lumpum, Gapciolineczek, Gapiszcza, Pies Ogrodnika (przez te kwiatki), Diabeł Wcielony, Szczur Paskudny, Gapolek, Gapinek

Lunka to - Luneczek, Lunek, Luncisław, Luninulinek, Luneczulek, Genowewcia, Luncioch, Sierściuch, Kłębuszek, Luniątko, Kocur Przebrzydły, Batman, Luciuch itp itd...

(jak mi się jeszcze przypomni to dopiszę)

22:43, magicznydomek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

Podczas nieobecności Pana Narzeczonego w ramach niespodzianki nastąpiło kilka zmian i nowych aranżacji w Magicznym Domku. Zdjęć nie mogłam robić na bieżąco, bo po pierwsze aparat poleciał z Panem Narzeczonym a po drugie nie było by niespodzianki. Zmian jest kilka ale póki co prezentuje te drobniutkie w salonie. Mi do szczęścia naprawdę niewiele potrzeba - cieszę się jak dziecko z najmniejszych nowości! :)

Salon przechodzi najmniej zmian w całym domku (tylko drobnostki) wprowadziłam więc tylko akcent naturalny. Na salony :) wkroczyły nowe bambusowe roletki! Wiosenne słoneczko grzeje coraz mocniej, urządza więc piekne widowisko oraz gra z cieniami.

Rolety z bambusa nadają lekko etnicznego charakteru. W naszym salonie nie pasowały by rolety rzymskie czy zasłony. Poza tym takie rozwiązanie jest niezwykle tanie, łatwo dostępne i proste w montażu.

Do wazonu wstadziłam pęk gałązek, które dostałam od Mamy Pana Narzeczonego z ogródka. (drzewko brzoskwini) Pięknie wyglądają kwitnące kwiatuszki i listki. Nutka natury w domu zawsze poprawia nastrój.

I jeszcze mała migawka z obiadku powitalnego dla Pana Narzeczonego. :)

Była zupa koperkowa, mięsne gniazdka z jajkiem i ziołowym masełkiem, brązowy ryż ze szpinakiem i chudym boczkiem, sałatka z roszponką a na deser galaretka dwusmakowa. Nowy obrusik kupiłam w Selgros'ie a koci fartuszek (służący często jako ochrona przed pochlapaniem) w TKMaxx.

15:08, magicznydomek
Link Komentarze (12) »

Niedawno Wam pisałam o organicznych herbatkach, które przywiozłam z podróży z Danii. Zasmakowały nam tak bardzo, że postanowiłam kupić organiczne herbatki w Polsce. Nie miałam zamiaru jeździć do sklepu specjalnie, ale miałam ten zakup na uwadze gdziekolwiek się pojawiałam. Podczas zakupów w Selgros Cash and Carry zobaczyłam na półce z herbatami przepiękne opakowania organicznych herbatek! Zakochałam się na miejscu. Oczywiście wzięłam wszytskie dostępne smaki by je wypróbować.

Miałam nadzieję, że smak będzie równie 'piękny' jak opakowania herbatek. I muszę przyznać, że są pyszne. Czuć naturalną, organiczną nutę w naparze z tej herbaty.

Naprawdę polecam. Nie widziałam tych herbatek nigdzie indziej, ale z racji, że często w Selgrosie produkty kupują właściciele sklepów spożywczych, być może gdzieś się pojawią.

Do herbatki lubię podgryzać ciasteczka. Kupiłam ostatnio w TKMaxx'ie dwa pojemniczki na pyszności. :)

By nie kolidowały z dietą, muszę pokusić się na zrobienie dietetycznych owsianych ciasteczek.

13:47, magicznydomek
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 kwietnia 2011

W Vilefrance koło Nicei znajduje się najpiekniejszy dom jaki w życiu widziałam. Mieszkają w nim moja kochana ciocia Żanetka* z mężem.

*(kuzynka mojej Mamy; córka siostry mojej Babci)

Zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. To niewielki dom z malutkim ogródkiem skąpany w nadmorskim słońcu. Początkowo mieściły się tam biura. Żanetka z mężem i synami wprowadzili się do domu wymagającego generalnego remontu, który trwał 30 lat!

Mieszkańcy włożyli w dom całe swoje serce. Ives (mąż Żanetki) latami skuwał tynk elewacyjny by dostać się do przepięknego piaskowca. Gdy nieopodal likwidowano hotel, kupili za grosze stylową ceramikę łazienkową. Latami dopieszczali każdy szczegół i wydobyli z domu ukryte piękno.

Panuje tam cudowana atmosfera, leniwie ciągnące się dni, celebrowanie prostego życia. Francuskie wino z piwniczki, świerze owoce i warzywa z ogródka, pachnące bagietki z piekarni za rogiem, zapach morza snujący się za oknami. Ustalony rytm dnia i pór roku. Bez pośpiechu i nerwów.

Uwielbiam tam być. Pierwszy raz pojechałam tam tuż przed przeprowadzką do Magicznego Domku. Przebywanie w tym niezwykłym miejscu, miało niezwykle duży wpływ na sposób urządzania wnętrz. Czerpię dużo inspiracji z tego cudownego domu. Ale nie tylko wnętrzarskich. To tam nauczyłam się doceniać życie.

Uwielbiam te skrzypiące okiennice. Tuż nad wejściem do domku rośnie drzewo kiwi.

Te okna mnie zachwycają. Stare drewno, oryginalne zamykanie oraz ozdobne balustrady.

A tu widok z jadalni na morze.

KUCHNIA

To w niej powstają przepyszne dania śródziemnomorskie i unosi się intensywny zapach przypraw i ziół oraz świeżego pieczywa.

Spiżarenka pełna powideł i marmolad domowej roboty.

SALON

Kuchnia, jadalnia i salon znajdują się na pierwszym piętrze. Sypialnie chowają się w cieniu na dole.

Oszklone drzwi prowadzą do jadalni i kuchni.

W tle Żanetka nakrywa do stołu w jadalni.  :)

W domku w Nicei można sobie pozwolić na mnóstwo pięknych przedmiotów. Nie wiem jak to jest, ale tam się w ogóle nie kurzy!

W tym fotelu z pewnością cudownie czyta się książkę, w chwilach zamyślenia można podziwiać piękny widok z okna.

Stylowe kolonialne meble a na stole pachnąca w całym pokoju lawenda zerwana z ogródka.

Podoba mi się, że to kominek jest w centrum uwagi a nie telewizor (prawie niewidoczny po lewej stronie).

Poniżej wejście na balkonik z salonu.

PÓŁPIĘTRO

Ponieważ dom znajduje się przy pochyłej ulicy. Na półpiętro wchodzi się do domu z ulicy a do ogródka wchodzi się z parteru. (schody na dół) Na górze znajdują się kuchnia i salon. (schody na górę)

Zobaczcie jakie zachwycające ogromne okno!

ŁAZIENKA

Niestety nie robiłam tu dużo zdjęć. (przy następnej okazji nadrobię zaległości zdjęciowe w niektórych pomieszczeniach)

MÓJ POKOIK

W tym pokoiku zawsze nocuję jak jestem z wizyta u Żanetki. To uroczy pokoik należący kiedyś do jednego z jej synów. Zakochałam się w tym regaliku i zaispirował mnie do kupienia podobnego w Ikei. (stoi w naszym salonie)

Na dole znajdują się 3 sypialnie, łazienka i ubikacja oraz wyjście do ogródka.

DOM I OGRÓDEK

Zdjęcie domu z ulicy. Z lewej strony wchodzi się do domu na półpiętro.

W ogródku są drzewka cytrusowe (pomarańcze, cytryny), drzewo kiwi, warzywa (pomidorki, zioła) oraz Nèfle (owoce, których nigdzie indziej nie jadłam).

http://fr.wikipedia.org/wiki/Nèfle  - link dla zainteresowanych.

Muszę Wam przyznać, że cudownie jest mieć możliwość bycia w takim miejscu. Byłam tam już 3 razy i cieszę się, że mogę przez chwilę pożyć jak tamtejszy mieszkaniec. Czuję się bezpiecznie w ustalonym przez posiłki rytmie dnia. Poranne śniadanie, zakupy w miejscowym ryneczku, spacer po wąskich uliczkach Nicei i promenadzie, kąpiel w morzu, popołudniowa drzemka w ogródku, długie rozmowy przy kolacji z czerwonym winem, a przy tym rodzinna atmosfera. Wypoczywam i regeneruję się w błyskawicznym tempie. Potem tęsknię przez następny rok za tymi ludźmi, zapachami w domu, za tymi niezmiennymi wnętrzami, za spokojem i harmonią w życiu.

 

[z dedykacją dla Żaneci] :*

22:31, magicznydomek
Link Komentarze (6) »
sobota, 26 marca 2011

Pan Narzeczony poleciał na drugi koniec świata a wraz z nim, dla pewnej uroczej damy, tildkowa żabka.

Żabkę dla Oliwki po drugiej stronie oceanu szyło się niezwykle przyjemnie! :)

Pozdrowienia i buziaczki przez Miss Żabkę przesyłają również Gapcia i Lunka. :*

18:19, magicznydomek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 marca 2011

W tym roku wyjątkowo wzieło mnie na kwiaty. Wcześniej miewałam raczej kaktusy i kaktusopodobne rośliny. Były bardzo proste w utrzymaniu. A mi wydawało się, że nie mam ręki do kwiatów.

Tej zimy tak tęskniłam za wiosną, że nie potrafiłam sobie odmówić domowego ogródka. I okazało się, że roslinki w Magicznym domku miewają się znakomicie! Z dumą obserwuję jak się rozwijają. Czasami po prostu trzeba uwierzyć w siebie...

Nawet żółte tulipanki z okazji Dnia Kobiet trzymały się u nas wyjatkowo długo! Nie mogę się doczekać, aż wezmę się za urządzanie naszego balkoniku.

Wspominałam Wam, że biorę się za zdrowe odżywianie. To ważne zwłaszcza w czasie przesilenia wiosennego. Zauważyłam już, że czuję się lżejsza i mniej zmęczona.

Jemy dużo warzyw i owoców, chudego mięsa (zakochaliśmy się w dietetycznych pulpecikach) i ryb. Organiczyliśmy węglowodany. Zero słodyczy i alkoholu. Taki wiosenny detox. Mam zamiar wytrwać do pierwszych dni lata.

17:47, magicznydomek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 marca 2011

Do przedpokojowych nowości dołączył kącik z rodzinnymi zdjęciami.

Dosyć długo szukałam odpowiednich ramek. Zdecydowałam się na 2 rodzaje białych z Ikei. Stanowią subtelne tło na jaśminiowej ścianie, eskponując to co najważniejsze.

Brakowało mi takiego rodzinnego akcentu w Magicznym Domku. Galeria z pewnością bedzie się powiększać.

Oprawiliśmy ulubione zdjęcia. To z rodzicami gdy byłam mała kocham szczególnie.

Gapcia z Lunką też mają swoje zdjęcia na ścianie - chyba się z tego powodu bardzo ucieszyły! :)

21:56, magicznydomek
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8